Moja ciotka Anna

Moja ciotka Anna
Było już z pewnością po dwudziestej drugiej kiedy wróciłem. Ciotka Anka pracowała jeszcze w swoim pokoju, bo stamtąd dochodziły ciche odgłosy stukania w klawiaturę komputera. Wszedłem cicho do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Wychodząc natknąłem się na nią.
– Już wróciłeś?! – zdziwiła się – myślałam, że dłużej posiedzicie.
– Tak, ja też, ale nudnawo się robiło – powiedziałem mocniej ściskając w pasie ręcznik, którym byłem owinięty.
– Aha – uśmiechnęła się figlarnie.

 



Było jeszcze wcześnie, nie chciało mi się spać, więc wziąłem do ręki jakiś kryminał i rzuciłem się na łóżko. Lektura była niezbyt wciągająca i już miałem po raz kolejny odrzucić książkę na bok, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. To była Anka. W jednej ręce trzymała butelkę wina, a w drugiej dwa kieliszki. Stuknęła nimi delikatnie.
– Napijesz się ze mną? Właśnie skończyłam tłumaczenie, więc chcę to uczcić – uśmiechała się.
Położyła kieliszki na stoliku.
– Jasne ciotka – ożywiłem się – z tobą, to nawet cykuty bym się napił.
Wziąłem od niej butelkę, a ona po chwili podała mi korkociąg, który wyciągnęła z kieszonki krótkich szortów.
– Otwórz
Mocując się z korkiem obserwowałem Ankę z ukosa…


Określenie “ciotka” to było zbyt dużo powiedziane. Dawno byliśmy po imieniu. “Ciotka” mówiłem tylko w sytuacjach oficjalnych.
Anka była dalszą kuzynką mojej Mamy. Naprawdę siódma, albo nawet dziesiąta woda po kisielu. Zawsze bardzo ją lubiłem. Była fajna, można było z nią pogadać o wszystkim i pośmiać się z wszystkiego. Taka prawdziwa kumpela, można powiedzieć. Wydawała mi się odlotowa. “Odlotowa ciotka” – tak ją określałem za dzieciaka i tak uważałem też teraz. Odlotowa i kosmiczna. Teraz doszła dodatkowo fascynacja nią, jako kobietą. Mam prawie osiemnaście lat, więc oczywiście kobiety bardzo mnie interesują. Na ich widok wszystko się we mnie burzyło i buzowało jak w wulkanie. Myśli o Ance buzowały we mnie szczególnie i rozpychały moje majtki aż do granic wytrzymałości. Lubiłem ją podglądać i był to “mój sport narodowy”. Wynalazłem nawet odpowiednie miejsce. Wieczorem ładowałem się do pawlacza skąd miałem doskonały widok na łazienkę. Potem znalazłem inną formę podniety. Dokładnie przeglądałem jej bieliznę. Ta używana była dla mnie szczególnie atrakcyjna. Nawet parę razy ją przymierzyłem. Ekstra wrażenia.

Anka była o dwadzieścia lat starsza, ale nie było widać większej różnicy między nami. Patrząc na nią nikt nie dałby jej tyle lat ile ma. Trzymała się nieźle, a delikatne oponki na bokach i delikatnie wypukły brzuszek były prawie niezauważalne.
Jest filigranową czarnulką. Krucha, delikatna dziewczyna z kształtnymi, dużymi cyckami i zgrabnym tyłeczkiem, że aż ręce same wyciągały się w jego kierunku, by dotknąć lub poklepać. Nosi się lekko i młodzieżowo. Na jej widok zawsze mi stawał. Teraz też, bo trudno żeby nie…

Dziś miała na sobie męską podkoszulkę typu bokserka, o co najmniej rozmiar za dużą, więc jej cycuszki miały dużo luzu i niebieskie, obcisłe szorty. Mój mały był wniebowzięty. Odkąd tylko zaproponowała mi wakacje na tym jej odludziu, wiedziałem, że będą one niezapomniane. Coś wewnątrz mówiło mi, że stanie się coś niezwykłego. Z takim nastawieniem jechałem i miałem nadzieję, że się nie zawiodę.

Nalałem wina do kieliszków.
– Za dobrze wykonaną pracę – wzniosła toast.
Stuknęło szkło. Wino było nawet dobre, półwytrawne. Nie zaliczam się do miłośników wina, dużo bardziej lubię piwo, ale posmakowało mi.
– Cholera – Anka uśmiechnęła się filuternie – rozpijam małolata…
Czasami lubiła mnie wpieniać, żartując z różnicy wieku, ale zawsze robiła to z wyczuciem i nie miałem się o co gniewać.
– Nie denerwuj mnie, ciotka – zagroziłem jej ze śmiechem.
“Wpuść mnie do swojego łóżka, a zobaczysz jakim jestem małolatem” – pomyślałem, ale na głos wypowiedziałem tylko:
– Jeszcze tylko trzy miesiące

Przekomarzaliśmy się jeszcze dłuższą chwilę. Nadal uważnie lustrowałem ją spojrzeniem.
Opierała się niedbale o ścianę. Prawą nogę wyciągnęła przed siebie, a drugą opierała o kraj mego posłania. Ta poza była niezwykle kusząca. Zauważyłem też, że i ona rzuca w moją stronę uważne i taksujące spojrzenia. Poczułem się taki trochę dumny.
Anka przysunęła się do mnie bliżej.
– Masz dziewczynę? – spytała
– Noo… jest taka jedna
– Szczęściara – uśmiech Anki był powalający – całkiem niezłe z ciebie ciacho…
– Bez jaj, ciotka… – żachnąłem się
– Wiem co mówię – uśmiech nadal gościł na jej twarzy – w końcu jestem babą… widzę dobrze…
– Jaja sobie robisz i tyle…
Przysunęła się do mnie jeszcze bliżej.
– Byłeś już z dziewczyną?
– Nie… to znaczy nie tak do końca – przyznałem się.
– Opowiedz mi o niej – poprosiła.
Opowiedziałem więc o Justynie, mojej sympatii, że owszem pocałunki, delikatne macanki i nago to tylko do pasa, lecz powoli zbliżam się do kolejnej bazy, że jest w sumie fajnie, i gra i buczy.
– Dolej mi jeszcze – podniosła kieliszek.


Wino rozpalało moją krew, która krążyła coraz szybciej. A do tego bliskość Anki, jej zapach i te wszystkie “piękne okoliczności przyrody i niepowtarzalne”…
Było mi bardzo ciepło i przyjemnie. Najchętniej wyskoczyłbym z koszulki i spodni piżamy.
– Gorąco dziś… – to był głos mojej ciotki.
“Czy ona przypadkiem nie czyta w myślach?” – zastanowiłem się. Wszystko było przecież z nią możliwe. Spojrzałem na Ankę i zdębiałem w tym momencie. Była w trakcie ściągania z siebie koszulki, typu bokserka. Jej cycki podjechały do góry i zaraz opadły, gdy odkładała ją. Patrzyłem na te dwa jej skarby jak przysłowiowy Niemiec w tylną część ciała. Jakie one były piękne. W tym świetle wyglądały cudownie. Po raz pierwszy miałem okazję oglądać je z tak bliska. O rany…
A Anka obserwowała mnie uważnie zadowolona niewątpliwie z efektu…
– Widziałeś już coś takiego? – głos Anki dochodził jakby z zaświatów – I jak ci się podobają?
Dotykała lekko swych piersi.
– Anka, ja… – nie zdążyłem dokończyć zdania, bo zamknęła mi dłonią usta.
– Pocałuj mnie – wyszeptała.
Zbliżyłem usta do jej ust. Były słodziutkie.
Przyciągnąłem Ankę bliżej do siebie.
Nie wiem ile trwał nasz pocałunek, bo całkowicie utraciłem poczucie czasu. Upływające sekundy odmierzał mi mój przyspieszony puls. Wreszcie oderwaliśmy się od siebie. Z nabożną czcią patrzyłem na jej biust.
– Dotknij ich – wyszeptała
Zrobiłem to. Wysunąłem powoli ręce i położyłem dłonie delikatnie na sutkach. Przez moje ciało przeleciał nagle prąd. To wszystko było tak bardzo niezwykłe, że brakło mi nie tylko słów, ale także nie za bardzo potrafiłem zebrać myśli.
Jej cycusie były jak żywe. Pulsowały w mych dłoniach. Masowałem je i ściskałem. Potem zbliżyłem do nich usta.
Anka odchyliła się do tyłu. Zaczęła falować. Drżała z podniecenia. Z pewnością nie był to jej pierwszy raz, więc miałem nadzieję, że to moc mojego dotyku i pocałunków składanych na jej ciele. Moje pieszczoty stawały się intensywniejsze. Już wsuwałem palce za gumkę jej szortów, by je zedrzeć z Anki, lecz ona była czujna i powstrzymała mnie.
– Nie tak szybko – szepnęła.
Przywarła ustami do moich. Pocałunki były niecierpliwe, szybkie i przerywane raz po raz. Całowałem jej twarz, oczy, uszy, policzki, szyję…


Rozebrani opadliśmy na łóżko. Anka leżała pode mną i wydawała się być bezbronną i całkowicie ode mnie zależną. A ja szalałem ze swoimi dłońmi dotykając ją wszędzie i wsuwając palce w najskrytsze zakątki. Podobnie moje usta. Nie było miejsca, którego bym nimi nie dotknął. Gdy całowałem i lizałem jej szparkę czułem się jak w nierealnej strukturze czasoprzestrzeni.
Mówiąc szczerze – byłem zdziwiony, że wszystko idzie bez zbędnych perturbacji. Doskonale wiedziałem co robić. Moje ruchy były pewne i stanowcze. Przydało się oglądanie pornoli w sieci i na płytach. I nawet te pierwsze nieśmiałe doświadczenia z Justyną były tu przydatne. Po początkowym paraliżu odzyskałem to, co zawsze było moim atutem czyli: pewność siebie. Teraz nie była moją ciotką. Była moją partnerką. Była taką o jakiej zawsze marzyłem podczas onanistycznych seansów. Gorącą, pożądającą kochanką gotową na największe szaleństwo i otwartą na wszystko. Była doświadczoną, pewną siebie i wymagającą, a ja, mam nadzieję, stawałem na wysokości zadania. Nie myślałem o sobie, ale myślałem by jej było dobrze. Mój język był jak motyle skrzydło ledwie muskające srom Anki. Palcem wdzierałem się w głąb, potem nawet trzema.

Było jej dobrze. Czułem to. Jej reakcje nie były udawane. Spomiędzy jej nóg nektar wylewał się rwącą rzeką. A gdy Anka wzięła do buzi mojego penisa byłem prawdziwym królem świata.
Omal nie krzyknąłem “I’m king of the world” – tak, jak jej ulubiony aktor, w jej ulubionym filmie. Jej pieszczota była niesamowita. Była absolutnie “debest” i nie mogła się równać z niczym, co spotkało mnie wcześniej.

We mnie wszystko było w absolutnym nieładzie. Myśli, słowa, nawet czas zapętlały się, wirowały, kotłowały się i obijały o siebie powodując jeszcze większe spustoszenie w mojej biednej głowie.
Nasze jęki rozkoszy i odgłosy ekstazy splatały się jak warkocz.
Anka rozłożyła szeroko nogi.
– Wejdź we mnie – wyjęczała rozchylając palcami warg sromowe.
Na szczęście w całym tym podnieceniu zachowałem odrobinkę rozsądku
– Poczekaj – to miał być namiętny szept, ale raczej przypominał charkot.

Podniosłem się i z szuflady szafki nocnej wyciągnąłem portfel, a z niego paczkę prezerwatyw. Od pewnego czasu nosiłem je przy sobie. Jeszcze nigdy nie były mi potrzebne, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. Lepiej nosić niż się prosić i zawsze przecież bezpieczniej jest założyć zanim się włoży. Nie to, żebym bał się czymś zarazić od mojej, naprawdę już kochanej cioci, ale nie chciałem się stać tuż przed maturą ojcem jej dziecka.

Anka spojrzała na mnie zdziwiona.
– Przygotowany jesteś – stwierdziła z uznaniem.
Rozerwałem pośpiesznie opakowanie. Gumka mało co nie spadła na podłogę. Złapałem ją i rozwinąłem na penisie zgodnie z instrukcją używania, która zawsze mnie śmieszyła.
Anka złapała mojego członka i pomogła mi wsunąć go w swoją ociekająca sekretnym sokiem szparkę. Aż jęknęła, gdy zacząłem wykonywać pierwsze ruchy.
– Nie tak mocno – syknęła – rozerwiesz mnie… o tak… tak…

Zatrzymałem się, a ona złapała moje biodra i zaczęła sterować i dyrygować moimi posunięciami. Mój penis zagłębiał się w jej szparkę raz po raz. Wchodził w nią aż do końca, po same jądra.
– Tak… o tak… tak… najpierw delikatnie… – wydawała cicho instrukcje.

Byłem w jej cipce. O kurcze, to naprawdę się działo. Marzyłem o tym odkąd odezwały się we mnie hormony, ale zawsze po uniesieniu zdawałem sobie sprawę, że to wszystko jest po prostu niemożliwe, że to się nigdy nie stanie, bo to moja ciotka, bo to, bo tamto. Ale działo się, działo właśnie teraz. I zapamiętam tę datę do końca.
Posuwałem moją ciotkę, ale nie to było najważniejsze. Stawałem się prawdziwym facetem. Facetem z krwi i kości. Jakie to k… piękne.


Anka jęczała coraz głośniej. Mój oddech zaś stawał się coraz cięższy, a dźwięki wydobywające się z moich ust coraz bardziej chrapliwe. Całowałem twarz Anki…
– Kocham cię Aniu… kocham… od dawna o tobie marzyłem…
– Wiem… – wtrąciła.
– Kuźwa… jak ja cię pragnę… jaka ty piękna jesteś… – zapalałem się
Miętoliłem jej piersi. I coraz szybciej i szybciej.
Nasze szybkie oddechy były doskonale zharmonizowane i tworzyły swoisty warkocz…
Zbliżałem się do końca. Sperma już buzowała we mnie.
– Zaraz dojdę – szepnąłem prosto w jej ucho.
I rzeczywiście. Wysunąłem się z muszelki ciotki przytrzymując kondoma ręką. Po chwili władowałem w gumkę cały arsenał.
Anka jeszcze była jeszcze odległa od szczęśliwego finału, więc zaraz po pozbyciu się napełnionej nasieniem gumki rozpocząłem pieszczoty ustami. A mój mały kurczył się w zastraszającym tempie, ale Anka na szczęście tego nie widziała.
Dochodziła powoli. Jej ruchy były coraz intensywniejsze. W końcu wyprężyła się i opadła na posłanie, a pomiędzy jej nogami stało się jeszcze bardziej mokro niż było.
Opadłem twarzą na jej cycusie.
– Kocham cię… kocham… kocham… – powtarzałem…


Otworzyłem oczy. Leżałem do pasa na łóżku. Reszta ciała zwisała z niego. Ciotki nie było obok. Rozejrzałem się w panice. Jest… Stała przy oknie spoglądając w jeszcze nocną przestrzeń rozciągającą się za szybą. Wstałem szybko i podszedłem blisko obejmując ją od tyłu.
– A więc to nie był sen? – zapytałem w zamyśle retorycznie wtulając twarz w jej włosy.
– Nie – mówiąc to Anka oparła się o mnie – to nie był sen… dziękuję… – dodała po chwili.
– Za co?
– Za to, że jesteś tu i teraz… nie gniewasz się?
– Ja? – moje zdziwienie było ogromne – ja mam się gniewać?… ciotka, zrobiłaś ze mnie faceta… jesteś moją pierwsza kobietą…
– Wiem, ale całkiem nieźle ci poszło… naprawdę… byłeś świetny…
Anka odwróciła się twarzą do mnie.
– Ale przyrzeknij mi jedno – kontynuowała swój wywód.
Coś mnie tknęło w tym momencie. Czułem, że chce mi powiedzieć, że to, co się stało było jednorazowym wydarzeniem, że nie powinno się było wydarzyć i że nie wydarzy się więcej.
– … że to się nigdy więcej nie wydarzy… to była chwila jak płomień… ja… ja całkowicie straciłam głowę… ja…
– Aniu – przerwałem jej – kocham cię…
– Nie – zaprzeczyła – to nie jest miłość… to tylko zauroczenie…
– Nie, ja…
– Wiem co mówię… od dawna widzę jak na mnie patrzysz… jak się męczysz w skrytce, gdy biorę kąpiel… widziałam…
– Aniu…
– Lepiej niech zostanie tak, jak jest… mogę nadal być twoim snem jeśli chcesz…
– Zawsze będziesz…
– Zobaczymy za jakiś czas – uśmiechnęła się.

Ja powoli osuwałem się na kolana. Wtuliłem twarz w jej owłosiony wzgórek. Muskałem go ustami.
– Zawsze będziesz – powtórzyłem
Anka gładziła mnie po włosach.
– Oszalałam… ja oszalałam…
– Nie… to się kiedyś musiało stać… nie wiem czemu, ale miałem od zawsze pewność, że kiedyś będziemy blisko…
Rzeczywiście. Kiedyś faktycznie było we mnie takie przeświadczenie.
– Nie powinniśmy byli tego robić…
– Przestań… nie zrobiliśmy nic złego… nie jesteśmy aż tak spokrewnieni, jeśli o to chodzi…
– To niemoralne, bo jestem w wieku Aśki – jakby mnie nie usłyszała.
Aśka to imię mojej Mamy. A więc to ją gryzło.
– Przestań – mówiąc to podniosłem się z kolan.
Stałem naprzeciw niej. Objąłem ją ramionami. Ciszę zakłócał jedynie jednostajny stukot ściennego zegara…


Rano obudziliśmy się wtuleni mocno w siebie. Słońce bezpardonowo wdzierało się przez okno.
Otworzyłem oczy i zaraz je zamknąłem nie wierząc w to, co widziałem. Wszystko wydało mi się iluzją.
Twarz Anki spoczywała na moim torsie. Leżała nieruchomo, pewnie jeszcze spała. Jej oddech był równy i miarowy.
Najpiękniejszy poranek mego życia rozgrywał się na moich oczach.
Zacisnąłem mocno kciuki, zamknąłem oczy. Wznosiłem w myślach prośbę do wszystkich ponad-naturalnych sił, co sterują tym światem, aby ta chwila przeciągnęła się w nieskończoność. Albo mógłby w tej chwili skończyć się świat. Było mi wszystko jedno…
“Anka, Anka, Anka…” – wciąż szumiało w mojej głowie.

Poranek był piękny. Najpiękniejszy poranek mojego życia. Wszystko było piękne…

Odsłony: 695

5 1 vote
Article Rating
5 1 vote
Article Rating

Autor

Author: Nieznany
5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments