Psie życie.

Psie życie

Psie życie.
Było lato, a ja nie miałem koncepcji na wieczór. Z nudów postanowiłem pojechać na dyskotekę. Wybór padł na mały klub, w którym grają techno. Tam można znaleźć fajną panienkę. Gdy już znalazłem się w środku, okazało się, że (na szczęście) jest w czym wybierać.
Po pewnym czasie moje oczy uczepiły się niewysokiej blondynki, miała może 165 cm wzrostu. Miała na sobie białe spodnie, które dokładnie opinały jej kształtny tyłek, i biało-różową bluzkę. Ta pokazywała kawałeczek wielkich piersi. Kinga miała na twarzy perfekcyjny makijaż – delikatnie umalowane oczy i słodkoróżowe usteczka.


Na początku trochę się wahałem, ale postanowiłem podejść. Akurat DJ poczynił “wszystkim zakochanym” małą przerwę w postaci piosenek Mel C, Pink i tym podobnych utworków. Zaprosiłem więc Kingę na “jakiś soczek”. Wybrała nektar z banana, ja wziąłem to samo – gasi pragnienie prawie tak dobrze jak piwko, ale byłem samochodem, więc alkohol odpada.
Około północy zaproponowałem wyjście na dwór, by trochę odsapnąć. Nie usłyszałem sprzeciwu. Powiedziałem, że po baletach mogę odwieźć Kingę do domu.
– Dlaczego nie pojedziemy teraz? Mieszkam sama.
No, możemy, pomyślałem, i otworzyłem jej drzwi mojego VW Golfa.
– O, skóra… Lubisz ten zapach? – zapytała, widząc niebieską skórę na fotelach mojego samochodu.
– Pasuje do lakieru – odpowiedziałem bez namysłu, tak, jak do kolegi
Po piętnastu minutach byliśmy na osiedlu domków jednorodzinnych. Kinga wskazała dom, zajechałem na podjazd.
– Otwórz bramę i garaż – powiedziała, podając klucze – możesz stracić radio i szybę.
Wprowadziłem samochód do obszernego garażu. Otworzyłem jej drzwi, podałem rękę, aby pomóc wyjść z samochodu.
– Napijesz się czegoś? Mam nektarek bananowy – zaproponowała Kinga, uśmiechając się. – Chodźmy na górę.
Poprowadziła mnie wąskimi schodami do mieszkania. Przywitał ją kot, miał takie gęste, bialutkie futerko.
– Masz ochotę na odrobinę szaleństwa? – spytała odwrócona tyłem do mnie.
– Jestem otwarty na wszelkie propozycje -odparłem z uśmiechem.
– Naprawdę wszelkie?
– Tak – swoją drogą, nie wiedziałem, że to potoczy się tak szybko. No, ale cóż, słowo się rzekło.
– Dobrze, najpierw zmyjemy z siebie dyskotekę. Tam jest łazienka, ręczniki są w szafce. Za dziesięć minut masz być gotowy – powiedziała, właściwie rozkazała i poszła na piętro. Po dziesięciu minutach ja byłem gotowy, jej jeszcze nie było. Usiadłem więc w kuchni i sączyłem soczek, który nalała Kinga. Usłyszałem, że schodzi po schodach, wyszedłem wiec na korytarz. Wyglądała całkiem inaczej, niż na dyskotece.
Teraz miała na sobie długi do kostek, czarny, skórzany płaszcz, białą koszulę, spódnicę do kolan i kozaki na wysokiej, srebrzyście połyskującej szpilce. Włosy upięła w długi, gruby warkocz.
– Chodź – powiedziała i poprowadziła mnie tymi samymi schodami, którymi wchodziliśmy do mieszkania z garażu. Minęlismy Golfa i przeszliśmy do kolejnego pomieszczenia. Wyjęła z kieszni płaszcza klucz i otworzyła solidne drzwi. Moim oczom ukazało się pomieszczenie oświetlone delikatnym, czerwonym światłem.
Był tam stojak z różnymi akcesoriami do jak się później okazało, męczenia niewolników. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Rozbieraj się. Ubrania połóż w rogu – polecenie wykonałem szybciutko – Podejdź tu. Na kolana. Już! – dostałem krótkim batem po nogach. Klęknąłem szybciej, niż się rozebrałem – Na czworaka! – wykonałem polecenie, a Kinga postawiła mi nogę plecach. Spojrzałem na nią. Stała w takiej pozycji, że widziałem jej czarne majtki dokładnie. Do dziś pamiętam ten widok.
– Pozwoliłam ci? – sięgnęła mi batem po tyłku tak, że i moim jądrom się oberwało. Chwyciłem się za nie i jęknąłem z bólu. Przy okazji, zauważyłem, że mój penis jest silnie naprężony.
– Zostaw to! – tym razem oberwałem po plecach – Na czterech, jak pies! Głowa na dół i nawet nie waż się patrzeć – po chwili na mojej szyi była obroża z kolcami – Chodź psie. Sprawdzimy, co potrafisz. Dalej jesteś otwarty na wszelkie propozycje? No, chodź, piesku. I odpowiadaj, jak się pytam! – w tym momencie znów dostałem batem po tyłku. Jęknąłem, i odpowiedziałem, że tak.
– Dobrze, podoba mi się ta odpowiedź, tylko dlaczego jęczysz, psie? – znów dostałem, ale tym razem powstrzymałem się od jęków – o, tak ładnie, cicho, bez problemów. – kolejny bat. Teraz również nie wydałem żadnych niepożądanych dźwięków.
– To mi się podoba – byliśmy już koło ściany – Widzisz te haki? Daj tu swoje ręce. A tu nogi – zostałem przywiązany do tych haków, a do moich jąder Kinga przypięła dwie metalowe żabki – wiesz, po co to jest?
– Nie. – Dostałem batem po plecach.
– Nie, Pani. Od teraz masz tylko tak się do mnie zwracasz. Rozumiesz, psie?
– Tak – dostałm batem.
– Co, psie?
– Tak, Pani.
– No, tak ładnie. Więc wiesz, co masz na swoich kuleczkach?
– Nie, Pani, nie wiem.
Wiec dostaniesz teraz batem, a jak jękniesz, to się przekonasz.
Zaczęło się bicie. Powolne, miarowe, silne. Nie wiedziałem, że ta śliczna osóbka w białym stroju za kilka godzin będzie się nade mną tak znęcała. Pierwsze dziesięć batów jakoś wytrzymałem. Za jedenastym z moich ust wydobył się cichutki jęk.
– O ty psie! – podeszła do ściany, widziałem ją. A ona widziała mnie i mój strach. Na ścianie był mały przełącznik. Dotknęła go, a moje jądra zwariowały. Krzyknąłem. Okazało się, że moja Pani ma w swoim lochu pastuch, taki, jakim ogradza się pastwiska dla krów.
– No, nie, małe dziecko… – i na moje plecy spadł deszcz razów. Nie wytrzymałem, więc Kinga znów skorzystała z pastucha. Krzyknąłem, a reszta była już taka sama. Popłakałem się, prosiłem o litość. Moja Pani odpięła mnie od prądu i ściany, poprowadziła do kozła.
– Połóż się na brzuchu. Już, psie! Teraz byłem przypięty do tego narzędzia i czekałem, co się ze mną stanie – Poczekaj chwilkę, nie odchodź, ha ha ha…
Kinga wróciła po jakimś czasie. Nie miała ma sobie ani płaszcza, ani spódnicy, ani bluzki. Na jej przepięknym ciele były tylko czarne stringi i stanik z tego samego kompletu.
– Nie płaczesz już? Oj, moje małe dziecko – podeszła do stojaka ze sprzętem, ja się zląkłem. Wybrała długi bat, sięgnęła nim po moich plecach – Pozwoliłam Ci patrzeć, psie? – spuściłem głowę. Po kilku minutach widziałem jej kozaczki – Popatrz na mnie. – podniosłem głowę, Kinga stała przede mną. Miała przypiętego penisa. – Zrób mi laskę, piesku – wepchnęła mi “swojego” penisa w usta. Cóż mogłem zrobić? Zacząłem go ssać, powoli miarowo.
– Mocniej! – chwyciła mnie za włosy. Czułem się jak tania dziwka, ale nie chciałem poczuć na sobie tych batów i tego prądu
– Dobra, wystarczy. Łeb na dół. Podeszła do mojego tyłka i zaczęła dawać mi klapsy, mocne klapsy. Później zrozumiałem ich przeznaczenie. Rozluźniły mój tyłek. Po to, by Kinga mogła wprowadzić weń penisa. Poczułem ból, jakby coś rozrywało mój odbyt. Każdy ruch, to wielki ból.
– I jak się czujesz? – spytała, stojąc już przede mną. – teraz wiesz, co czuja dziewczyny, gdy tak chętnie bzykacie nas od tyłu?
– Tak, Pani, wiem. Czuje się dobrze, ale czy możemy już skończyć? – byłem głupi. Popełniłem chyba największy błąd życia.
– Ja ci skończę. Skończę z tobą. I ruszyła po klemy. Gdy je podpinała pod moje jądra, znów się popłakałem.
– Nie rycz psie! – dobyła knebla, zatkała mi gębę. Zaczęła mnie rżnąć, co pewien czas załączając prąd. Płakałem jak dziecko, ale nie mogłem krzyknąć.
– Przestać? Kiwnij głową. Wykonałem znaczący ruch. Wyciągnęła penisa z mojego odbytu i knebel z moich ust. Miejsce knebla zajął penis. Wiadomo, że najczystszy nie był. Miałem opory, żeby wziąć go w usta i lizać…
– Chcesz może prądu na rozgrzewkę, piesku? Nie? No to bierz do buzi, bo wiesz co cię czeka. – Zacząłem go lizać, ssać, pieścić i całować, a co jakiś czas dostawałem batem, żebym czasem nie pomyślał o przerwie. Gdy już penis był czyściutki, moja Pani wyjęła go z moich ust, odpięła pastucha i odwiązała mnie od tego kozła. Miałem problem, by się wyprostować, ale dwa baty szybko mi pomogły.
– Chcesz uciec, psie?
– Nie, Pani. Chcę zostać – odparłem nauczony życiem.
– A na długo chcesz zostać?
– Na ile Pani sobie życzy.
– A będziesz się mnie słuchał?
– Tak, Pani.
– Na czworaka! – Padłem szybko, niczym w wojsku, może nawet szybciej. – Albo połóż się. – wykonałem polecenie. Moja Pani stanęła jednym butem na mojego penisa, a drugim na jądra. Zaczęła delikatnie ruszać jedną ze stóp i mimo bólu mój penis zaczął odczuwać przyjemne bodźce.
– Nie waż się spuścić! Wstań. – stanąłem, a Kinga złapała mnie za członek i zaczęła masturbować mnie.
– Masz spuścić mi się na buty! Trysnąłem na jej piękne kozaczki. – Teraz to wyliż do czysta! One mają lśnić! – zacząłem lizać buty mojej Pani. Gdy już były czyściutkie, Kinga nasmarowała moje plecy kremem. Przestały boleć. Rozkazała, bym znowu znalazł się w pozycji na czworaka. Wylała na mój tyłek gorący wosk. Ten ściekał na jądra, zapiekło, ale nie jęknąłem. Reszta wosku z garnuszka znalazła się na moim penisie. Bolało.

Mokre Milfy

Po jakimś czasie, gdy wosk ostygł, Kinga zdjęła go z mojego członka i otworzyła szafkę. Kolekcja penisów z wosku była oszołamiająca. Jakieś 50 sztuk, każdy inny. Na twarzy mojej Pani pojawił się uśmiech.
Zaprowadziła mnie pod prysznic, dokładnie umyła, a przy okazji zerżnęła po raz kolejny. Gdy odpięła tego penisa, poczułem ulgę. Sama się rozebrała, rzuciła mi moje ubranie, wyprowadziła z lochu. Pobiegła szybko na górę i po chwili wróciła w tym słodkim, białym stroju. Długo rozmawialiśmy o tym, co się stało. Około dziesiątej nad ranem wyjechałem. Dostałem kolejne zaproszenie. Kto wie, może wrócę… Pewnie wrócę, i znów oddam się we władanie mojej Pani. Powiedziała, że będzie miała niespodziankę. Chcę ją zobaczyć…

Odsłony: 430

0 0 votes
Article Rating
0 0 votes
Article Rating

Autor

Author: Nieznany
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments