Qana

Mrok. Przeszywający tępy ból sprawiał, że chwilami traciłem poczucie rzeczywistości.
Gruby sznur mocno wżynał mi się w mięśnie czerwonymi pręgami znacząc krwawe ślady i nie pozwalając na najdrobniejszy ruch. Czułem krew przemieszczająca się w siatce drobnych naczynek krwionośnych rozproszonych na powierzchni całego ciała. Zdrętwiałe mięśnie sprawiały wrażenie kłody. Straciłem poczucie czasu.
Jak długo tutaj leżałem? Godzinę, dzień, tydzień? Knebel mocno tkwił w ustach, uniemożliwiając mi wyplucie z siebie choćby najpokorniejszej prośby o litość.
Błagania, które tak niechętnie było uwzględniane w scenariuszu, jaki mi wyznaczyła moja Pani, Qana. Wiedziałem, że mogę spodziewać się po niej wszystkiego. Ale byłem też gotów na wykonanie każdego jej polecenia. Teraz pragnąłem tylko jednego. Spojrzeć na nią, czytać polecenia z jej twarzy.
Nagle ciszę przeszył nasilający się dźwięk dzwonów. Powieki ciążyły mi jak z ołowiu. Nadludzkim wysiłkiem spróbowałem jeszcze raz uchylić ciemną zasłonę wokół mnie. Wąski strumień światła utorował sobie drogę do mojej świadomości. Pomieszczenie wypełniło się światłem. Poczułem prawie fizyczny ból.
Ból tęsknoty.
Za nią. Wyłączyłem budzik.
Poniedziałek. Najgorszy dzień tygodnia. Odbieranie raportów, rozliczeń a dzisiaj dodatkowo w terminarzu miałem jeszcze cykl rozmów kwalifikacyjnych. Z trudem zwlokłem się do łazienki, aby przygotować się do kolejnego pełnego napięć dnia, jaki mnie dzisiaj czekał. Po 20 minutach byłem gotów do drogi. Nie miałem czasu na śniadanie. Tempo rekordowe, ale byłem już mocno spóźniony. Szybko zbiegłem schodami do garażu. Godzina 8.30. O tej porze w Warszawie w dzień powszedni zawsze można się spodziewać gigantycznych korków. Byłem na to przygotowany. Trasę miałem perfekcyjnie opanowana od kilku lat. Pokonanie odcinka z Wilanowa do Śródmieścia zajmowało mi zazwyczaj 20 minut. Jechałem więc mechanicznie wykonując rutynowe czynności. Sprzęgło, bieg, hamulec, kierunkowskaz. Moje myśli znów zaczęły krążyć wokół Niej. Ile to już lat, odkąd tak nagle zniknęła z mojego życia ? Wciąż byłem w stanie odtworzyć w swojej wyobraźni tyle szczegółów związanych z jej osobą: charakterystyczny zapach jej ciała, smak potu przemieszany z dobrymi perfumami, smukłe i długie nogi obciągnięte jedwabnymi pończochami, do których miałem taką słabość. Wąskie stopy ze zgrabnymi i wypielęgnowanymi paluszkami, którymi mógłbym zajmować się godzinami. Do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak nagle zniknęła z mojego życia zacierając po sobie wszystkie nawet najdrobniejsze ślady. Wynajęty detektyw potrafił ustalić tylko tyle, że wyjechała na Florydę. Sześć lat bezskutecznych poszukiwań pozwoliło mi wyleczyć się z nadziei, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczę. Sześć lat złudzeń, że ułożę sobie życie z inną „normalna” kobietą spełzło na niczym. Teraz już „to” wiedziałem. Po niezliczonej liczbie prób ułożenia sobie życia z innymi kobietami dopasowywania się kompromisów. Nadzieja jest matką głupców.
Belwederska. Byłem już na miejscu. Lekki tłumek podenerwowanych i wymieniających się uwagami ludzi na korytarzu szybko ściągnął moje myśli na ziemię.
Pani Krysia przywitała mnie nieśmiałym uśmiechem.
– Panie prezesie, czy podać kawę ? – sekretarka jak zwykle czytała w moich myślach
– Poproszę Pani Krysiu, ale dzisiaj bez cukru i za 15 minut proszę prosić pierwszą osobę-wydałem dyspozycję.
Rozpoczynałem rekrutacje na stanowisko dyrektora sprzedaży zewnętrznej. Był to trzeci i ostatni etap rekrutacji, ostateczna decyzja należała już do mnie.
Pierwszym kandydatem był drobny i kruchy blondynek. Spod blond grzywki rzucał niebieskimi ocienionymi długimi rzęsami oczami spłoszone spojrzenia. Wyglądał jak przestraszony kurczak rozglądający się w poszukiwaniu drogi do ucieczki. Może już zdążył zapoznać się z biurowymi plotkami. Miałem opinię wymagającego i rygorystycznego szefa, który wysoko stawia poprzeczkę swoim podwładnym. Blondynek miał doskonale przygotowaną aplikacje i listy referencyjne.
Zadawałem konwencjonalne w takich przypadkach pytania rekrutacyjne.
Ale wiedziałem, że go nie przyjmę, moja intuicja zazwyczaj nigdy mnie nie zawodziła i tym razem również postanowiłem jej zaufać.
– Przepraszam, Panie Prezesie, ale jedna z kandydatek chciała Pana poprosić o wcześniejsze przyjęcie, bo ważne sprawy osobiste nie pozwalają jej być o późniejszej godzinie – sekretarka wykorzystała przerwę, aby mi to zakomunikować.
– A na którą ta Pani jest umówiona?- nie ukrywałem swojego niezadowolenia
– Właściwie – pani Krysia oblała się różowym pąsem – to ta Pani jest poza planem, ale Pan wice prezes wyraził swoją akceptację, aby ta pani została umówiona z pominięciem standardowej ścieżki rekrutacyjnej.
– Dobrze, niech wejdzie, ale proszę ją poinformować, że mam dla niej tylko 10 minut. Nie możemy pozwolić, aby wcześniej ustalony harmonogram spotkań zawalił nam się.
Ogarnęła mnie irytacja. Kolejna osoba protegowana przez mojego kolegę. Nigdy nie popierałem otrzymywania stanowisk po znajomości. Tym razem również postanowiłem nie czynić odstępstwa.
Sięgnąłem po kolejne dokumenty i zacząłem je uważnie przeglądać.
Najpierw dotarł do mnie znajomy zapach rzadkich perfum.
Uniosłem wzrok. Przede mną siedziała ciemnooka brunetka z krótko ściętymi włosami. Dopasowany kostium w postaci krótkiego żakietu i wąskiej, krótkiej przed kolano spódnicy zręcznie uwypuklał zgrabną sylwetkę. Smukłe nogi były w długich czarnych kozakach na 10 cm szpilce.
– Bardzo przepraszam, że pozwoliłam sobie zrobić małą rewolucję w Pańskim biurze — obdarzyła mnie uśmiechem — wiele o Panu słyszałam i myślę…- przez chwilę zastanawiała się — pozwolę sobie nawet wyrazić przypuszczenie, że znam Pańskie oczekiwania…
– Dokładnie wiem, kogo Pan potrzebuje na to stanowisko – poprawiła się i spojrzała mi głęboko w oczy.
Nerwowo przechyliła się w moim kierunku, zmieniając przy okazji ułożenie nóg i pozwalając, spódniczce nieznacznie odchylić się na tyle, aby boczne pęknięcie materiału pozwalało dojrzeć koronkowy pasek od pończoch.
Ten zapach perfum… Bardzo rzadki i specyficzny…
Takich perfum używała Qana.
Spojrzenie ciemnych oczu sprawiło, że zaschło mi w gardle. Mimowolnie głośno przełknąłem ślinę. Nie umknęło to jej spostrzegawczości. Uśmiech pojawił się na jej ustach.
– Domyślam się, że wnikliwie przejrzał Pan moje papiery – dobiegł do mych uszu ledwo słyszalny szept
– Zapewne wielu kandydatów może pochwalić się znakomitszymi – smukła dłoń strzepnęła niewidzialny pyłek ze spódniczki.
-Ale to ja sprawiam, że ludzie zawsze robią to, o co ich poproszę. Odkąd sięgam pamięcią zawsze tak było – roześmiała się perliście.
Komórka zabrzęczała cicho w jej torebce.
– Bardzo przepraszam, ale muszę odebrać, czekam na bardzo ważny telefon- kolejny uśmiech rozjaśnił jej twarz.
– Więc nie będę już Pani dłużej zatrzymywał – krótka chwila pozwoliła mi wrócić do równowagi.
– Dziękuję, że zechciał mi Pan poświęcić swój czas i myślę, że wkrótce będziemy mieli mogli poznać się bliżej – rzuciła zdecydowanym głosem.
– Ja również dziękuję Pani za spotkanie, moja sekretarka wszystkim kandydatom w przeciągu dwu tygodni odeśle wiążącą odpowiedz odnośnie wyniku rekrutacji — udzieliłem informacji suchym głosem.
Cicho podniosła się i podała mi dłoń charakterystycznym gestem. Gestem niebudzącym żadnych wątpliwości. Wyszła z pośpiechem z uchem przy słuchawce. Zostałem sam.
Głęboko wciągnąłem powietrze.
Ogarnęło mnie niesamowite wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. Dla mnie rekrutacja już się zakończyła. Może będę jeszcze z sobą walczył używając racjonalnych argumentów. Ale wynik był już z góry przesądzony.

Zaobserwuj i polub proszę

Odsłony: 250

0 0 votes
Article Rating
0 0 votes
Article Rating

Autor

Author: Nieznany
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments