Teatr ich dwojga — Pierwsze spotkanie

Poznaliśmy się raptem kilka dni temu. Na spotkaniu „przy kawie” wydawałeś się bardzo sympatycznym mężczyznom. Powątpiewałam nawet czy aby na pewno masz dominujący temperament. Wydawałeś mi się taki spokojny i opanowany. Inaczej wyobrażałam sobie zarówno nasze pierwsze spotkanie jak i Twoja osobę. Sama nie wiem, czego oczekiwałam… Wymieniliśmy się numerami. Miałam czekać na wiadomość. Odezwałeś się jeszcze tego samego wieczoru. Podałeś mi swój adres i nazajutrz miałam zjawić się u Ciebie. Byłam podekscytowana, ciekawa, co nastąpi. Z drugiej strony jednak nie byłam pewna czy aby na pewno powinnam była iść. Bałam się czy nie zrobisz mi krzywdy, czy nie okażesz się sadystą, który zwabia do siebie z netu naiwne kobiety. Z wielkimi obawami zdecydowałam się stawić u Ciebie o wyznaczonej porze. Zaufałam swojej intuicji…
Zdenerwowana wychodzę z windy i idę w kierunku Twoich drzwi. Staram się rozluźnić i zachować spokój. Delikatnie prawie, że bezgłośnie pukam. Od razu słyszę Twoje kroki. Otwierasz mi drzwi. Wchodzę i patrzę na Ciebie. Próbuję zauważyć, w jakim jesteś nastroju. Obserwujemy się nawzajem, choć ja staram się unikać Twojego wzroku. Delikatnie kładziesz mi swoje dłonie na ramionach. Uśmiechasz się.
– Ładnie wyglądasz – mówisz gładząc delikatnie moje włosy. Rozbierz się- Twój głos jest stanowczy, ale łagodny. Odsuwasz się ode nie i oczekujesz, że zacznę zdejmować ubranie. Ale ja stoję. Nie mam w zwyczaju rozbierać się przed obcymi mężczyznami… Walczę sama z sobą, aby zmusić się do wypełniania Twojej prośby. Nieśmiało spoglądam na Ciebie. Fakt, że mnie obserwujesz paraliżuje mi ruchy. Widzę, że jesteś już zniecierpliwiony. Zaczynam wpadać w panikę. Chce się dla Ciebie rozebrać, ale mój wstyd jest zbyt duży. Delikatnie chwytasz mnie za szyję i przyciągasz do siebie. Obracasz mnie tyłem. Stwarzasz niepotrzebne problemy- słyszę- Chce żebyś się rozebrała- szepczesz mi do ucha.
-Wiesz przecież, że…- chwytasz mnie za włosy i wykrzywiasz mi głowę do tyłu. Ból, jaki poczułam nie pozwolił mi dokończyć zdania.
– Rozbieraj się – słyszę, że jesteś już podirytowany sytuacją.
Zsuwam ramiączka bluzki i stanika. W tym samym czasie rozpinasz mi spodnie. Zsuwam je z siebie. Stoisz za mną. Jestem już prawie naga. Moje zdenerwowanie wzrasta jeszcze bardziej. Tak strasznie wstydzę się nagości… Boje się, że odejdziesz i będziesz mi się przyglądał. Moje ciało sztywnieje na samą myśl o tym. Prawdopodobnie zauważyłeś moje spięcie. Puściłeś moje włosy i pomogłeś zdjąć mi bluzkę i bieliznę. Stojąc cały czas za mną zacząłeś pieścić moje piersi. Dotykałeś je delikatnie, masowałeś kolistymi ruchami. Na karku poczułam Twoje wilgotne usta. Rozluźniłam się i oddałam przyjemności. Poczułam ciarki na całym ciele. Sutki od razu dały wyraz odczuwanej przeze mnie rozkoszy. Złapałeś mnie za nie i boleśnie ścisnąłeś. Zamknęłam oczy i starałam się skupić na doznaniach, jakie dawało mi pieszczenie prze Ciebie mojego karku. Nie wytrzymałam jednak długo. Twoje dotkliwa zabawa moimi sutkami spowodowała grymas na mojej twarzy. Zaczęłam jęczeć. Sama nie wiem czy z bólu czy podniecenia. Obróciłeś mnie twarzą do siebie – chciałeś na mnie patrzeć. Czułam się zmieszana. Starałam się nad sobą panować. Nie chciałam pokazać Ci, że sprawiasz mi ból…a co więcej przyjemność. Wstydziłam się sama za siebie… Zagryzłam wargę i spuściłam głowę. Twoje pieszczoty stały się jeszcze bardziej dokuczliwe. Znowu zacisnęłam powieki a w myślach prosiłam Cię abyś już przestał. Czułam, że moje sutki płoną i są opuchnięte. Nie byłam pewna ile jeszcze wytrzymam. Spojrzałam na Ciebie szklistymi oczami. Widziałeś, że Twoja pieszczota jest dla mnie męką. Podobało Ci się to. Patrzenie na to jak usiłuje tłumić emocje sprawiało Ci przyjemność. W końcu przestałeś. Raptownie zjechałeś ręką między moje uda. Rozstawiłam nogi. Sprawdziłeś czy jestem wilgotna. Po Twojej minie zauważyłam, że jesteś zadowolony. Chwyciłeś mnie delikatnie za dłoń i zaprowadziłeś do pokoju. Zostawiłeś mnie na środku a sam stanąłeś w progu.
– Wybierz jedną z rzeczy leżących na stole. Jak wrócę chcę abyś stałą z nią w ręku- wyszedłeś zanim zdążyłam spojrzeć na stół i o cokolwiek zapytać. Szybko zauważyła, że na stole leży cienki skórzany pasek, wielo-rzemieniowy materiałowy pejcz, palcat i drewniane wiosełko. Byłam sfrustrowana. Nie dowierzałam, że kazałeś mi samej wybierać coś takiego… Byłam przestraszona, zażenowana a jeszcze bardziej podekscytowana. W myślach gorączkowo analizowała każdy z przedmiotów. Jeden wydawał mi się bardziej przerażający od drugiego. Wszystkie wydawały się mi równie bolesne. Nie byłam w stanie sama skazać się na coś takiego… Gdy usłyszałam że nadchodzisz wpadłam w popłoch. Już na oślep chciałam sięgnąć po najbliżej położony przedmiot, gdy zobaczyłam Cię obok siebie.
– Nie jesteś w stanie dokonać najprostszego wyboru?- zapytałeś sucho- Mogłem się tego po Tobie spodziewać. Nawet takie zadanie jest dla Ciebie za trudne!? – nie oczekiwałeś odpowiedzi więc milczałam. Ruszyłeś w stronę stołu. Stałam niemal naprzeciwko Ciebie, lecz starałam się unikać Twojego wzroku. Czułam się jakbym Cię zawiodła.
– Pokaż mi, co chcesz- odezwałeś się po chwili milczenia. Spojrzałam w Twoją stronę. Wiedziałam, że muszę dokonać wyboru. Obawiałam się, że Twoja cierpliwość się skończy. Nieśmiało pokazałam palce w kierunku stołu. Tak bardzo nie chciałam wypowiadać tego na głos…
– Powiedz, co chcesz – Twój głos brzmiał bezpłciowo i stanowczo. Na dowód, że muszę się odezwać wymierzyłeś mi siarczysty policzek – Mów! – byłeś już zły.
– Palcat- wydusiłam cichutko. Czułam, że moje policzki płoną. Nie chciałam widzieć Twojej reakcji, ale ciekawość spowodowała, że rzuciłam w Twoim kierunku szybkie spojrzenie. Widziałam półuśmiech na Twoich ustach. Miałam też wrażenie, że zaskoczyła Cię moja decyzja. Moje zawstydzenie sięgnęło zenitu. Jeszcze chwila a byłabym skłonna po prostu wyjść i nigdy więcej Ci się nie pokazać. Na szczęście podszedłeś i delikatnie dotknąłeś mojej twarzy: – Grzeczna dziewczynka. Podoba mi się twój wybór – skomentowałeś ciepłym głosem – Połóż się na kanapie a pod brzuch podłuż sobie poduszki tak abym dobrze widział Twój tyłek.
Posłusznie spełniłam Twoje żądanie. Wiedziałam, co teraz nastąpi… Zacząłeś dotykać i mocno ściskać moje pośladki. Zwilżonym przeze mnie palcem penetrowałeś mój tyłek. Najpierw delikatnie i powoli. Potem Twoje ruchy były znacznie głębsze i bardziej zdecydowane. Początkowo odczuwany ból przeradzał się w coraz to większą przyjemność. Czułam jak przechodzą mnie dreszcze i oblewa mnie fala przyjemności. Gdy czułam się już całkowicie rozluźniona wycofałeś palec a na jego miejsce włożyłeś mi cieniutki przedmiot. Automatycznie zacisnęłam mięśnie. Chciałam odwrócić głowę, aby sprawdzić, co to takiego.
– Leż spokojnie – warknąłeś przyciskając moją głowę do kanapy. Moje wcześniejsze zaciekawienie zmieniło się w niepokój. Moje serce biło coraz szybciej a oddech stał się nierówny. Niespodziewanie poczułam strumień zimnej wody.
– Nie!- Szarpnęłam się na tyle silnie, że oswobodziłam się z Twojego uścisku i skuliłam na kanapie. Byłam wystraszana. Bałam się lewatywy – nie wiedziałam, czego się spodziewać… Widziałam, że przez chwilę byłeś zdezorientowany. Zaskoczyłam Cię swoją reakcją. Po chwili nachyliłeś się nade mną. Odgarnąłeś mi włosy z twarzy i spojrzałeś mi w oczy – Nie bój się. Jeśli będziesz grzeczna to nic ci się nie stanie.
– Połóż się z powrotem na miejsce- powiedziałeś spokojnie.
Ani drgnęłam. Sytuacja była dla mnie upokarzająca. Patrzyłam na Ciebie szeroko otwartymi oczyma. Czułam, że zanosi mi się na płacz…
– Tylko proszę…- mówiłam nieskładnie kładąc się z powrotem na poduszkach.
– Spokojnie nic Ci nie zrobię. Nie wleję w Ciebie więcej niż zdołasz pomieścić… – usłyszałam na wątpliwe uspokojone.
Znów poczułam w sobie strumień zimnej wody. Płyn rozchodził się po mojej pupie. Po chwili rozluźniłam się i zaczęłam czerpać przyjemność z tego niecodziennego i nietypowego doznania. W miarę jak się napełniałam mój tyłek mimowolnie się eksponował. Biodra, niemalże bez udziału świadomości, unosiłam do góry. Chciałam jeszcze… więcej… Oddech miałam ciężki, lecz spokojny. Czułam się jednakowo upokorzona jak i podniecona. W pewnej chwili poczułam, że ilość płynu zaczyna sprawiać mi dyskomfort. Odniosłam wrażenie, że nie dam rady przyjąć w siebie więcej. Zaczęłam odczuwać skurcze i silne parcie wypełniającej mnie wody… chciałam żebyś już przestał. Zacisnęłam pięści i spojrzałam na Ciebie błagalnym wzrokiem. Ty jednak wpuściłeś we mnie kolejną dawkę płynu… Próba zaciskania mięśni sprawiała mi jeszcze większy dyskomfort. Starałam się nie ruszać, nie przeszkadzać w nadziei, że zaraz przestaniesz. Wydobywałam z siebie cichy, niekontrolowany jęk. W końcu przestajesz… Czuje ulgę, że zaraz będzie po wszystkim. Każesz mi wstać. Nie jest to dla mnie łatwe. Odczuwam duży dyskomfort, więc poruszam się powoli i ostrożnie. Sam podprowadzasz mnie do stołu i chcesz oprzeć o jego blat. Stawiam Ci opór. Byłam pewna, że pozwolisz mi iść do łazienki… Nie będę w stanie długo utrzymać w sobie takiej ilości wody! Panikując sztywnieje uniemożliwiając Ci tym samym zgięcie mojego ciała. Niespodziewanie wymierzasz mi policzek. Jestem zaskoczona a jeszcze bardziej podniecona tym, co robisz. Z gniewem na twarzy chwytasz mnie za włosy i brutalnie kładziesz głową na stole
– Nie chcesz mnie znowu zdenerwować, prawda?”- pytasz retorycznie. Nieśmiało zaprzeczam ruchem głowy. Nie jestem w stanie wydobyć z siebie głosu. Nachylasz się nade mną i w dłoń wciskasz mi monetę.
– Upuść ją jak nie będziesz mogła już wytrzymać- dajesz mi instrukcję. Przez sekundę zastanawiam się czy już tego nie zrobić…, ale nie, chce wytrzymać, ponieważ zależy mi żebyś był zadowolony. Leżąc na stole czekałam na kolejne polecenia, słowa, które bolą niekiedy bardziej od razów… Ty jednak nic nie mówiłeś. Uderzając mnie delikatnie po udach dałeś mi do zrozumienia abym rozstawiła nogi. Czekałam na uderzenie… Ono jednak nie nadeszło. Zamiast tego poczułam, że Twój palec krąży wokół mojego odbytu. Zacisnęłam pośladki, co wywołało nieopisany ból w podbrzuszu. Mimowolnie jęknęłam. Twój palec zaczął penetrować mój tyłek mimo mojego cichego protestu. Widziałeś jak się spociłam… jak trudno było mi zachować spokój.
– Następnym razem rozbierzesz się bez mojej pomocy, prawda? Nie będziesz już sprawiać kłopotów.- zapytałeś, choć obydwoje wiedzieliśmy, że dopuszczasz tylko jedna odpowiedź. Jedynie twierdząco pokiwałam głową i uśmiechnęłam się lekko w Twoim kierunku. Raptownie wyjąłeś ze mnie palec. Strużka wody spłynęła po moich udach. Zaraz potem poczułam pierwsze razy na pośladkach. Nie biłeś mocno, ale płyn w mojej pupie potęgował odczucia. Moje skoncentrowanie na utrzymaniu płynu powodowało, że każde smagniecie było dla mnie niespodziewane i bardzo bolesne. Nie wiem ile razy mnie uderzyłeś. Zbyt wiele emocji żeby liczyć… Uderzenia spadały nagle a każde kolejne wydawało się mocniejsze od poprzedniego. Ciśnienie w moim tyłku i co raz spadające uderzenia stają się nie do zniesienia. Jestem spocona i gorąca. Staram się kontrolować swój tyłek, zachowanie i … jęki. A może nie powinnam tłumić krzyku? Może Ty chcesz widzieć i słyszeć moje cierpienie? Może nie chcesz żebym tłumiła w sobie targające mną emocje? Czemu milczysz? Chyba nie wiesz jak bardzo potrzebuje słów, rozkazów, wskazówek. Chciałabym byś mówił nawet, jeśli Twoje słowa mają sprawić mi ból i przykrość. Muszę wiedzieć, co myślisz, aby móc spełniać Twoja wole… Ponad myślami przebija się rozdzierający ból, piekące pręgi na udach i pośladkach… oraz wilgotne ciepło miedzy udami. Starałam się nie ruszać, nie przeszkadzać, służyć cała sobą…czasem tylko cicho pojękuję. Chcę wytrzymać dla Ciebie, aby dać Ci tę przyjemność. Czułam jednak, że już dłużej nie wytrzymam… byłam bliska upuszczenia monety. Spróbowałam zasłonić bolące miejsce na jednym z pośladków. Nie zapanowałam nad ręką. Kolejne smagnięcie spadło na moje palce.. Załkałam i nie udało mi się poskromić tego okrzyku bólu w sobie… Z oczu mimowolnie płyną mi łzy… Twoją reakcją na moje cierpienie są kolejne razy… znacznie mocniejsze od poprzednich. Zostawiasz mnie równie nagle jak zacząłeś okładać, jakbyś stwierdził, że to koniec… że dość wycierpiałam. Było to zaledwie na chwile przed tym jak miałam upuścić monetę… Siadasz na kanapie i mówisz żebym poszła do łazienki wziąć prysznic. Czuję, że moje policzki płoną… cała płonę… Pieką mnie pośladki, boli podbrzusze… Chce jak najszybciej znaleźć się w łazience…
Gdy wracam, z powrotem czysta i pachnąca, zastaję Cię w tym samym miejscu. Podajesz mi wodę… domyśliłeś się, że muszę być spragniona. Wskazujesz mi miejsce przed sobą na dywanie.
– Chodź tu do mnie!- przyklęknęłam przy brzegu kanapy
–Podziękuj- chwyciłeś moje włosy w garść i pociągnąłeś mocno. Skrzywiłam się pod wpływem bólu. Jedna ręka prowadziłeś moja głowę… drugą przytrzymywałeś członka… po chwili zanurzyłeś mi go głęboko w ustach. Moje chłodne wargi nie były w stanie w pełni objąć Twojego penisa. Starałam się abyś był zadowolony… pieściłam Cię z zaangażowaniem i pełnym oddaniem…, Co raz dociskałeś moją głowę. Co chwile pozostawałam w bezdechu… byłam podniecona i tak bardzo chciałam już poczuć Cię w sobie…
– Daj mi swój tyłek- powiedziałeś raptownie odciągając mi głowę. Powoli odwracam się do Ciebie tyłem. Miałam nadzieję na inny rodzaj przyjemności…
-Wypnij się! Chcę cię dobrze widzieć- dostaję w obolałe już pośladki. Posłusznie ściągam łopatki i wypinam pupę w Twoim kierunku. Dostaje do ust Twoje palce. Chcesz abym je zwilżyła. Chcesz rozgrzać moja muszelkę… Zauważasz jednak, że jest gorąca i wilgotna… Bez ostrzeżenia wkładasz mi palce. Ile?… Nie wiem…, ale jest mi przyjemnie. Zaczynam kołysać biodrami i pojękiwać z podniecenia. Wkładasz mi kolejne palce… czuję jak Twoja ręka rozrywa mnie od środka. Doznanie jest miłe, ale Twoje zdecydowane ruchy i ilość palców, jakie we mnie wkładasz stają się dyskomfortem… Widzisz, że Twoja pieszczota zaczęła mi doskwierać. Mimo to nie przestajesz. Obserwujesz mnie i moje reakcje. Zastanawiam się, do czego zmierzasz?… Posłusznie przyjmuję ból, jaki mi zadajesz, ale boję się Twoich intencji… Nie wiem ile czasu minęło… sekundy, minuty… skupiałam się, aby wytrzymać Twoją okrutna zabawę… Pomimo cierpienia cały czas czułam, że jestem mokra… czułam swoje soki, tą wilgoć między nogami… Nagle wyczułam, że coś dotkliwie ścisnęło moje wargi. Nie panując nad swoją reakcja upadłam na podłogę. Chciałam jak najszybciej pozbyć się bolesnej klamerki. Na Twojej twarzy widniał grymas. Byłeś wściekły. Wiedziałam, że nie powinnam zmieniać pozycji bez Twojego pozwolenia. Tym bardziej rozłościło Cię fakt, że sama zdjęłam sobie klamerkę.
– Przepraszam, ale już nie mogłam wytrzymać. – Powiedziałam patrząc Ci w oczy z nadzieją, że mnie zrozumiesz. Przez chwilę patrzyłeś na mnie w milczeniu. Wstałeś gwałtownie i wyszedłeś z pokoju. W myślach ganiłam samą siebie. Wiedziałam, że moje zachowanie było absurdalne tym bardziej, że ból spowodowany założeniem klamerki nie był nie do zniesienia… przecież nadal czułam, że jestem mokra. Usiadłam na kanapie. Nie byłam pewna, co powinnam zrobić. Nie wiedziałam, czego ode mnie oczekujesz. Nie wiedziałam, czy jeszcze czegokolwiek ode mnie oczekujesz, czy jeszcze mnie chcesz… Już miałam wstać i iść po ubranie, gdy zobaczyłam Cię idącego w moim kierunku. W jednej dłoni miałeś sznurek a w drugiej świeczkę i jakiś biały nieduży przedmiot. Gdy do mnie doszedłeś ja już stałam i uśmiechałam się do Ciebie niepewnie. Przyniesione rzeczy rzuciłeś na kanapę.
– Na podłogę suko! Kładź się na brzuchu. Zaraz pożałujesz swojego zachowania– warknąłeś na mnie. Twoja mina, słowa i ton głosu sprawiły, że ogarnął mnie strach. Posłusznie wykonałam polecenie i czekałam na to, co nastąpi. Tuż przed moją głową ustawiłeś krzesło i przywiązałeś mi do niego ręce. Unosiłam głowę tak, aby zobaczyć, jakie są Twoje zamiary jednak obezwładnione ręce i pozycja sprawiły, że mogłam patrzeć jedynie na Twoje stopy jak krążą wokół mojego nagiego ciała. W pewnej chwili przystanąłeś i nachyliłeś się nade mną. Na wysokości swojej twarzy zobaczyłam nieduży knebel, który raptownie znalazł się w moich ustach. Zrobiłeś to na tyle szybko i niespodziewanie, że nawet nie zdążyłam zacisnąć szczeki a tym bardziej zaprotestować. Dopiąłeś sprzączkę mocno wokół mojej głowy. – I jak Ci się podoba suko? Ciesz się, że nie wybrałem większego– wiedziałeś, że nie lubię knebli, że źle się z nimi czuje i nie chce, aby mi ich zakładano. Wiedząc jednak, że nie mam wpływu na to, co się dzieje opuściłam głowę. Chciałam wynagrodzić i przeprosić Cię za swoje zachowanie. Dlatego też leżałam spokojnie, mimo iż knebel krępujący mi usta napawał mnie obrzydzeniem. Poczułam zapach świecy. Wiedziałam już, co zamierzasz. Spodziewałam się, że za moment na moje ciało będą spadać kropelki gorącego wosku, które spowodują malutkie aczkolwiek dotkliwe poparzenia mojej skóry. Starałam się przygotować na ich nadejście. Ty za to zacząłeś dotykać mojej cipki i rozprowadzać śluz na jej wargach. Po chwili czułam, że coś mi w nią wkładasz. Na pewno nie zanurzyłeś we mnie całego przedmiotu. Czułam „to” tylko przy dziurce. Nie wiedziałam, co to jest. Nie czułam bólu ani przyjemności. Stan ten sprawił, że zaczęłam się niepokoić. Wykrzywiłam głowę myśląc, że uda mi się coś zobaczyć. Zaraz pożałowałam swojej ciekawości. Na obolałe już pośladki spadło mocne uderzenie palcatem. Moje ciało mimowolnie wzdrygnęło się a mięśnie napięły. Gdyby nie knebel tłumiący mój głos usłyszałbyś zapewne potworny jęk. Zaczęłam dyszeć i prosić Cię w myślach abyś już mnie tak nie bił. Ból, jaki mi zadałeś tym pojedynczym uderzeniem był okrutny z Twojej strony. Nie chcąc nadejścia kolejnych razów leżałam nieruchomo. Byłam spięta. Bałam się ruszyć w jakikolwiek sposób, aby nie sprowokować Cię do kolejnego smagnięcia. Nagle zaczęłam czuć pewnego rodzaju pieczenie w okolicy krocza. Starałam się zachować spokój, ale to doznanie wydawało mi się nasilać z każdą sekundą. Zaczęłam wić się na podłodze. To pieczenie było dla mnie nie do zniesienia. Słyszałeś mój stłumiony krzyk. Widziałam Twoje stopy przy mojej głowie. Po prostu stałeś i przyglądałeś się moim katuszom. Czułam, że moje policzki są już mokre od łez. Starałam się wypchnąć z siebie to coś, co sprawiało, że moje krocze aż całe płonęło. W końcu zdałeś sobie chyba sprawę, że to doznanie jest dla mnie wystarczającą karą, że starczy… przecież to nasze pierwsze spotkanie. Wyjąłeś to ze mnie, ale moje cierpienie nadal trwało. W końcu zdjąłeś mi knebel. Połączyłam oswobodzona głowę z powrotem na podłodze. Ukucnąłeś i spojrzałeś na moją zapłakana twarz.
– Uspokój się… jeszcze chwila i będzie po wszystkim – uspakajałeś mnie – Wypnij tyłek do góry. Chcąc mi ulżyć zacząłeś masować moje krocze. Czułam, że to potworne doznanie mija a na jego miejscu pojawia się uczucie przyjemności spowodowane ruchami twoich palców w moim wnętrzu. Gdy tylko zorientowałeś się, że Twoja pieszczota nie jest już dla mnie ulgą, lecz pieszczota przerwałeś czynność.
– Nie zasłużyłaś dzisiaj na przyjemności – powiedziałeś unosząc mój tyłek jeszcze wyżej. Nie dając mi chwili wytchnienia bez ostrzeżenia wszedłeś w mój odbyt. Byłam wycieńczona i obolała… Nadgarstki bolały od wrzynającego się sznurka. Zdawałeś się na nowo nie przejmować moim samopoczuciem …. Z każdym ruchem wbijałeś się głębiej. Wiedziałam, że nie przestaniesz, więc skupiła się na zapewnieniu Ci jak największej rozkoszy… Wypięłam się jeszcze bardziej tak abyś mógł jeszcze głębiej spenetrować mój tyłek. Jeszcze kilka ruchów i wystrzelasz w moim wnętrzu.. Rzuciło mną… Opadłeś na moje plecy… Przytuliłeś do moich bioder.
– Grzeczna dziewczynka… – wydyszałeś. Wysunąłeś się ze mnie i opadłeś na wznak na łóżko. Kiedy Twój członek opuścił moje wnętrze, białą strugą spermy wylała się z mojego otworka … patrzyłeś jak powoli spływała po moich udach. Wiedziałam, że nie jest to jeszcze koniec naszego spotkania…

Odsłony: 180

5 1 vote
Article Rating
5 1 vote
Article Rating

Autor

Author: Nieznany
5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments